Jak już wiecie moja córka wraz z częścią rodziny spędziła
urlop nad naszym morzem. Od samego początku mieli same kłopoty.
Najpierw zepsuty samochód. Musieli jechać pociągiem. Na miejscu
okazało się, że pracownica hotelu zakwaterowała dwie grupy w tych
samych pokojach. Trzeba było wziąć inne i oczywiście dopłacić
różnicę w cenie. Jakby tego było mało, prawie przez cały czas
pogoda nie nadawała się do leżenia i opalania się na plaży.
Tylko ostatni dzień pobytu można było określić mianem udanego.
Do domu wrócili w sobotę rano. Myślałam, że chociaż wnuczki
przyjdą przywitać się ze mną, ale nie pojawiła się ani jedna.
Wszyscy przyszli w odwiedziny dopiero wczoraj. Dowiedziałam się, że
po drodze odwieźli do domu jedną z ciotek i dopiero późnym
wieczorem dotarli do domu. Wszyscy byli bardzo zmęczeni i zaraz po
przybyciu położyli się spać. Wstali około południa. Na drugi
dzień po ich wyjeździe dowiedziałam się od córki o ich
kłopotach, ale gdy wnuczki zaczęły opowiadać mi te wydarzenia nie
miałam sumienia im przerywać. Opowiadały z takim przejęciem,
jakby to były najważniejsze sprawy w ich życiu. Dowiedziałam się
na przykład, że podczas podróży ich pociąg stał na jednej
stacji bardzo długo, a tata nie pozwolił im wysiąść, dlatego
obraziły się na niego i zajęły się grą w karty. Pierwsze dni
były deszczowe trzeba było znaleźć jakieś zajęcie. Nadal były
obrażone, ale gdy zaproponował układanie puzzli wybaczyły mu, bo
przecież nie można się gniewać na ukochanego tatusia. Udawały
tylko. Puzzle „Dwie strony mocy” to zestaw specjalnie schowany w
innej walizce niż cała reszta rzeczy dla dzieci. Widocznie ktoś
uznał, że może się przydać dodatkowe pudełko. Miał rację. Ale
nie chodziło chyba o sytuację, w której zestaw posłuży do
udobruchania obrażonych dzieci. Żyję już parę ładnych lat na
tym świecie, ale jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś z takim
przejęciem opowiadał o rzeczach, które przydarzają się ludziom
na co dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz