poniedziałek, 24 lipca 2017

Z przejęciem

 Jak już wiecie moja córka wraz z częścią rodziny spędziła urlop nad naszym morzem. Od samego początku mieli same kłopoty. Najpierw zepsuty samochód. Musieli jechać pociągiem. Na miejscu okazało się, że pracownica hotelu zakwaterowała dwie grupy w tych samych pokojach. Trzeba było wziąć inne i oczywiście dopłacić różnicę w cenie. Jakby tego było mało, prawie przez cały czas pogoda nie nadawała się do leżenia i opalania się na plaży. Tylko ostatni dzień pobytu można było określić mianem udanego. Do domu wrócili w sobotę rano. Myślałam, że chociaż wnuczki przyjdą przywitać się ze mną, ale nie pojawiła się ani jedna. Wszyscy przyszli w odwiedziny dopiero wczoraj. Dowiedziałam się, że po drodze odwieźli do domu jedną z ciotek i dopiero późnym wieczorem dotarli do domu. Wszyscy byli bardzo zmęczeni i zaraz po przybyciu położyli się spać. Wstali około południa. Na drugi dzień po ich wyjeździe dowiedziałam się od córki o ich kłopotach, ale gdy wnuczki zaczęły opowiadać mi te wydarzenia nie miałam sumienia im przerywać. Opowiadały z takim przejęciem, jakby to były najważniejsze sprawy w ich życiu. Dowiedziałam się na przykład, że podczas podróży ich pociąg stał na jednej stacji bardzo długo, a tata nie pozwolił im wysiąść, dlatego obraziły się na niego i zajęły się grą w karty. Pierwsze dni były deszczowe trzeba było znaleźć jakieś zajęcie. Nadal były obrażone, ale gdy zaproponował układanie puzzli wybaczyły mu, bo przecież nie można się gniewać na ukochanego tatusia. Udawały tylko. Puzzle „Dwie strony mocy” to zestaw specjalnie schowany w innej walizce niż cała reszta rzeczy dla dzieci. Widocznie ktoś uznał, że może się przydać dodatkowe pudełko. Miał rację. Ale nie chodziło chyba o sytuację, w której zestaw posłuży do udobruchania obrażonych dzieci. Żyję już parę ładnych lat na tym świecie, ale jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś z takim przejęciem opowiadał o rzeczach, które przydarzają się ludziom na co dzień.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz