piątek, 20 października 2017

Co ja wyrabiam

Wczoraj po południu miałam gości. Ktoś powie, goście jak goście. Czym się tu ekscytować. Może i tak, ale cel ich wizyty był ekscytujący. Ale od początku. Jak pamiętacie, w sobotę miałam przyjemność pomagać Agnieszce i Marcie w lekcjach. W połowie nauki doszła jeszcze jedna koleżanka. Uczyłyśmy się historii wykorzystując do tego celu przygotowane przez dziewczynki karty. Przygotowywałyśmy się do zapowiedzianego na wczoraj sprawdzianu. Nauczyciel zmienił zdanie i przełożył go na poniedziałek. W zamian wszyscy uczniowie zostali wezwani do odpowiedzi. Każda z moich uczennic otrzymała ocenę dobrą z plusem. I tu dochodzimy do wspomnianych odwiedzin. Odwiedziły mnie mamy koleżanek Agnieszki. Jako dobra gospodyni zaprosiłam je do środka, przygotowałam poczęstunek i wtedy się zaczęło. Mamy zaczęły opowiadać o powrocie swoich córek do domu w sobotę wieczorem. Mimo tłumaczenia, nie mogły zrozumieć w jaki sposób dziewczynki uczyły się do sprawdzianu. Całe wyjaśnienia zakończyły się słowami „zobaczymy co z tego wyniknie” Wczoraj okazało się, że oceny jakie ich córki otrzymały, były jak do tej pory najlepsze. Czwórka z historii to niesamowity wyczyn, a w domu jeszcze większym wyczynem było zmuszenie ich do nauki. W sobotę wieczorem dziewczynki wróciły do domu ucieszone jak po najlepszej imprezie. Nikt z domowników nie mógł uwierzyć, że wracają po kilkugodzinnej nauce. Po powrocie córek ze szkoły z wiadomościami o otrzymanych ocenach mamy uznały, że muszą dowiedzieć się kto i w jaki sposób przygotował ich dzieci do sprawdzianu. I tak trafiły do mnie prawie z pretensjami, co ja wyrabiam z ich dziećmi. Opowiedziałam o rozgrywce w „Anty-monopoly” i kartach. Na początku nie bardzo mi wierzyły. Pokazałam karty i sposób ich wykorzystania, ale widziałam po ich twarzach, że i to nie pomogło. Ponieważ z dziewczynkami umówiłam się na następne spotkanie, tym razem w sprawie przyrody, obiecałam, o ile ich córki się zgodzą, że będą mogły obserwować co i jak robimy. Może, gdy zobaczą na własne oczy, wtedy uwierzą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz