Jak
przekonać dziecko do nauki? Wystarczy odpowiednia motywacja. Na moją
najmłodszą dwójkę wnuczków znalazłam sposób i to całkiem
przypadkiem. To było przed urodzinami męża. Zawsze przyjęcia
były organizowane z okazji imienin,ale ponieważ była to okrągła
rocznica, w tym roku przenieśliśmy świętowanie. Właśnie
dlatego, że była to okrągła rocznica urodzin, postanowiłam
osobiście przygotować tort. Nie żebym była jakąś mistrzynią
cukiernictwa, ale pamiętam z dawnych lat, że wszystkim moje wypieki
smakowały. Przynajmniej tak mówili. Ale nie o to chodziło. Przy
wyrabianiu ciasta zauważyłam, że moje wnuczki dziwnie mi się
przyglądają. Jak nasypuję mąkę czy rozbijam jajka. Nie wydawało
mi się to jakoś specjalnie dziwne, może z wyjątkiem spokoju z
jakim to robiły, chciały się po prostu dowiedzieć co robi babcia.
W pewnym momencie zauważyłam brak kilku rzeczy. Ze stołu zniknęła
torebka z mąką, jajka i słoik dżemu i oczywiście dzieci.
Zajrzałam do ich pokoju i aż mnie zatkało. Cała podłoga była w
mące, jajkach i dżemie. Powiedziały, że też pieką placek. Wtedy
właśnie zauważyłam, że bardzo często powtarzają po mnie różne
czynności. Żeby sprawdzić swoją teorię, wybrałam się do sklepu
i kupiłam dwa zestawy zabawek o najdziwniej brzmiących nazwach,
oczywiście według mnie. Pierwszym zestawem jaki wybrałam był
„Akuku
Stuku Puku” Po
dłuższych poszukiwaniach znalazłam kolejny zestaw. Nazywa się
„A,B,C czytać chcę” Przyszłam do domu i pokazałam zakupy
wnuczkom. Nie za bardzo zainteresowało je to co kupiłam, więc sama
zaczęłam układać literki i obrazki. Wyglądało to trochę
dziwnie, babcia bawiąca się klockami i dzieci przyglądające się
jej. Po chwili przyłączyły się do zabawy. To samo spróbowałam z
drugim zestawem. Efekt był taki sam. Moja teoria potwierdziła się.
Niestety działa tylko na najmłodszą dwójkę. Gdybym zaczęła
odrabiać lekcje za starsze dzieci, one poszły by
spotkać
się z przyjaciółmi i cieszyły by się, że nie muszą się uczyć,
bo ktoś zrobi to za nie. Ten sposób nie zadziała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz