Witajcie.
Stało się to, czego się obawiałam. Pamiętacie, jak pomagałam
Agnieszce i jej koleżance Marcie w nauce? W największym skrócie
było to tak: Nauczyciel historii zapowiedział sprawdzian. Prawie
całej klasie nie poszedł on najlepiej, więc wszyscy mieli
możliwość poprawy oceny. Agnieszka poprosiła mnie o pomoc w
przygotowaniu się do odpowiedzi. Zgodziłam się. Jak można się
domyślić od razu powiedziała swojej koleżance kto jej pomagał.
Na drugi dzień pomagałam już im obydwóm. Na wszelki wypadek poprosiłam
je, aby nikomu nie mówiły o tym fakcie. Niestety takich rzeczy nie
ukryje się zbyt długo. Dziewczynki miały przyjść do mnie rano i
miałyśmy uczyć się o rozbiorach Polski. Zanim zaczęłyśmy,
rozegrałyśmy kilka rundek w „Anty – monopoly” tak dla
oczyszczenia umysłów. Pech chciał, że gdy rozpoczęłyśmy naukę,
do drzwi zapukała koleżanka Agnieszki. Otworzył dziadek i zanim
zdążyłyśmy zareagować była już w środku. Wszystko się
wydało. Między koleżankami wybuchła awantura. Wyjaśniłam, że
to ja prosiłam, aby nikomu nie mówiły. Co było robić? Zaprosiłam
również ją do wspólnej nauki. Przyznam się bez bicia, że gdy
byłam mała, moim marzeniem było zostać nauczycielką. Zawsze
podobał mi się ten zawód. Jednak życie ułożyło mi się trochę
inaczej. Ale jak widać nawet na stare lata można realizować
marzenia z dzieciństwa. Nauka zajęła nam prawie całe popołudnie.
Zauważyłam, że jak prawie wszystkie dzieci, dziewczynki są
zdolne, ale trochę leniwe i na pewno brakuje im motywacji.
Zaczęłyśmy grać w karty. Nawet nie zauważyły, że celem gry
było zdobycie wiedzy na temat rozbiorów Polski. Żeby było jeszcze
ciekawiej cały zestaw kart zrobiły same. Jakie będą skutki takiej
nauki zobaczymy już jutro. Mam nadzieję, że choć trochę udało
mi się oszukać ich wewnętrznego lenia i taki sposób nauki
przyniesie zamierzony efekt. Gdy pod koniec dnia sprawdziłam ich
wiadomości, znały odpowiedzi na wszystkie moje pytania. Wszystko
okaże się już jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz