Dzisiejszej
i wczorajszej daty żadnej babci ani dziadkowi przedstawiać nie
trzeba, przynajmniej mam taką nadzieję. Prawie wszystkie wnuki
spieszą z życzeniami. Nasze też nie są wyjątkiem, więc trochę
się przygotowałam. Nic specjalnego, upiekłam ich ulubione ciasto,
żeby gdy przyjdą było czym je poczęstować. Jednak one miały
inne plany. Mój mąż jest strasznym panikarzem. Wystarczy jedno
słowo o kłopotach którejkolwiek wnuczki, rzuca wszystko i chce
biec na pomoc. Do tej pory nie wydarzyło się nic, co wymagałoby
takiego podejścia, ale jak to mówi dziadek, lepiej dmuchać na
zimne. Wczoraj rano zadzwonił telefon. Niestety nie zdążyłam
odebrać. Gdy zadzwonił ponownie, mąż stał już przy aparacie.
Dzwoniła córka, powiedziała tylko, żebyśmy przyjechali, bo z
Agnieszką i Anią jest coś nie tak. No i się zaczęło. Dziadek
był tak zdenerwowany, że wszystko leciało mu z rąk. Dokumenty,
kluczyki, myślałam, że zaraz wybuchnie. Oczywiście po drodze
zatrzymała nas policja, dostaliśmy mandat za przekroczenie
prędkości. Na miejscu cała piątka czekała z laurkami i
życzeniami. Po tym powitaniu dzieci uciekły do swojego pokoju.
Córka też przygotowała ciasto i coś do picia. Jakiś czas później
do salonu przyszły dzieci. Oznajmiły, że skoro dziś jest nasze
święto to ich obowiązkiem jest nas ugościć. Zaprowadziły nas do
siebie, tam również czekały ciastka i gorąca czekolada. Dobrze
wiedziały, że bardzo lubimy grać w karty i inne gry, więc
przygotowały takie rozgrywki. Graliśmy w „5 sekund” Rodziców
też zaprosiliśmy do zabawy. Bawiliśmy się bardzo dobrze, nie
zauważyliśmy kiedy zrobiło się ciemno. Wnuczki zaprosiły nas na
dziś, na powtórkę. Przecież babcia ma swoje święto, a dziadek
swoje. Za to jutro w przedszkolu odbędzie się akademia z okazji
naszego święta. Zrobię wszystko, żeby tam być.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz