Wczoraj
mieszkańców naszego osiedla spotkał wielki zaszczyt, odwiedził
nas ksiądz proboszcz. Nie, nie, nie. Tak było kiedyś. Teraz
wygląda to trochę inaczej. Zacznę jeszcze raz. Jak co roku o tej
porze, na naszym osiedlu odbywa się wizyta duszpasterska, czyli tzw.
kolęda. W naszej parafii od prawie 10 lat mamy dwóch księży, więc
idzie to w miarę szybko. Dużo też zależy od samego księdza.
Wcześniej, gdy parafia była na tyle mała, że wystarczył jeden,
taka wizyta ciągęła się w nieskończoność a na dodatek trzeba
było stać przed domem i zaprosić proboszcza osobiście. Najgorsze
było czekanie. Teraz przed księdzem idzie dwóch ministrantów i
pytają czy chcemy go przyjąć. Przy okazji tej wizyty spotykają
się całe rodziny. Jak wiecie, u nas jest wtedy piątka dzieci,
które wszystko chcą widzieć, wszystkiego dotknąć i wszystko
wiedzieć. Stało się zwyczajem, że gdy w domu jest tak dużo
dzieci, podczas kolędy zostają tylko te, które proboszcz uczy
religii w szkole, czyli u nas Agnieszka i Ania. Pozostała dwójka
jest wtedy przedszkolu. Zapytacie, jak to? Przecież to jest
wieczorem. Już wyjaśniam. Dyrektorka przedszkola zaproponowała
takie rozwiązanie. Sama ma trójkę wnuków i wie jak to wszystko
wygląda. Jedynym minusem była opłata za dodatkowe godziny, ale kto
przeżył wizytę księdza gdy w domu jest dodatkowa trójka
przedszkolaków, ten wie, że warto. Żeby dzieciom się nie nudziło
trzeba znaleźć im jakieś zajęcie. Większości zapewniają to
przedszkolanki, ale zdarzają się przypadki, że dzieci siadają w
kącie i nie chcą się bawić z innymi. Tak jest w naszym przypadku.
Nie pomagają karty, gdy ani inne zabawy wymyślone przez opiekunki.
Córka wpadła na pomysł, aby dać im zestaw puzzli do układania.
Wiemy, jak bardzo lubią Myszkę Miki, więc wybór nie był
problemem. Zestaw „Myszka Miki - puzzle sensoryczne - Fun for
everyone” świetnie się nadawał, szczególnie, że dzieci miały
go obiecanego już jakiś czas temu. Po wszystkim wróciły do domu i
były bardzo zadowolone.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz