poniedziałek, 8 stycznia 2018

Testament

Witajcie. Prawie zawsze święta to okres radości. U nas też tak było. Rodzinne spotkanie, miła atmosfera i zadowolone dzieci. Czego chcieć więcej. Wiele naszych spotkań rodzinnych kończyło się awanturami z najmniej ważnych powodów. Niestety dzień po świętach dostaliśmy smutną wiadomość. Jeden z członków rodziny zmarł i wszyscy krewni zostali zaproszeni na odczytanie testamentu. Na początku myśleliśmy, że to jakiś żart, swoją drogo wcale nie śmieszny, ale okazało się to prawdą. O istnieniu tego człowieka wiedziało tylko kilka osób w całej rodzinie, nie wiadomo dlaczego. Dopiero teraz, gdy odszedł z tego świata, moja siostra opowiedziała nam o nim. W wielkim skrócie: gdy był bardzo młody pokłócił się z rodzicami, wyjechał i słuch po nim zaginął. Uznano, że skoro tak postąpił, nie warto o nim wspominać rodzinie. Odczytanie testamentu miało się odbyć w kancelarii prawnej na drugim końcu Polski. Jedyną osobą, która nie pojechała, był Sławek. Doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu ciągnąć tam dzieci i chcieliśmy zostawić całą piątkę pod jego opieką. Żeby nie było im nudno zaopatrzyliśmy ich w grę „5 sekund” i najnowsze dzieło firmy Trefl o tajemniczym tytule „Gra na kółkach” (opis dostępny na stronie sklepu) Małe wyjaśnienie. Sławek od początku nie był zainteresowany spadkiem, może dlatego, że wiedział kim był ów krewny. Na miejscu okazało się, że czekają na nas zarezerwowane i zapłacone przez nieboszczyka, pokoje hotelowe. Chyba wiedział, że nie zostało mu wiele czasu, skoro zrobił coś takiego. W kancelarii stawiliśmy się na umówiony dzień. Okazało się, że rodzina była większa niż zakładaliśmy, a nasz wujek nie należał do najbiedniejszych. W testamencie, przedstawiona była ostatnia wola zmarłego, ale dotyczyła tylko najcenniejszych przedmiotów. Było też napisane: resztę podzielcie według uznania. Uwierzcie mi, że było co dzielić. Ostatnia część była skierowana do nas. Wujek żałował okoliczności swojego wyjazdu. Było mu bardzo przykro, że nie mógł poznać najmłodszych członków rodziny. Wiele razy myślał o powrocie, ale ani czas, ani stan zdrowia nie pozwoliły mu na to. Szkoda.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz