środa, 7 lutego 2018

Ach ten mój charakter

Witajcie. Muszę się wam do czegoś przyznać. Jak wiecie, lubię pomagać innym, mąż uważa, że czasem nawet tym, którzy tej pomocy nie chcą. Jedna z ostatnich takich pomocy okazała się katastrofą. Można powiedzieć, że niestety mnie to niczego nie nauczyło. W poniedziałek zaprowadziłam naszą najmłodszą dwójkę wnuków do przedszkola. Na miejscu okazało się, że jedna z przedszkolanek zachorowała i grupa 20 dzieci została pod opieką praktykantki. Dyrektorka od razu zauważyła, że dla jednej przedszkolanki 20 osób to za dużo, więc powiadomiła rodziców dzieci o konieczności zabrania ich pociech do domu, dopóki druga przedszkolanka nie wróci do pracy. Wiadomo, że rodzice wielu dzieci pracują i w tym czasie nie mają jak zapewnić opieki swoim dzieciom, dlatego nie bardzo podobał im się ten pomysł. Oczywiście mój charakter kazał mi zaoferować pomoc w opiece nad tymi dziećmi. W sumie była ich siódemka, nie licząc naszej dwójki. Jeszcze głupszym pomysłem było miejsce, gdzie miało to być, nasz dom. Nad tym ostatnim nie zastanowiłam się w ogóle. Trzeba było zostać w przedszkolu. O umówionej godzinie wszyscy rodzice przyprowadzili dzieci do nas. Mąż od razu mówił, że to jest bardzo zły pomysł, ale nie chciałam go słuchać. Miałam ułożony cały plan jak i czym zająć przedszkolaków. Przygotowałam gry, puzzle i inne zabawki. Wyjęłam nawet ostatnio kupioną grę karcianą w Piotrusia „Gdzie jest Dory?” Myślałam, że będę mieć wszystko pod kontrolą i to mnie zgubiło. Na początku wszystko szło dobrze. Dzieci dobrze się bawiły, nawet zaczęliśmy czytać bajki, to znaczy ja zaczęłam a dzieci słuchały. W końcu zaczęli przychodzić rodzice. Gdy rodzice zabrali pierwsze dziecko, usłyszałam straszny huk i krzyk dzieci. Mamy, a właściwie mieliśmy dość pokaźną bibliotekę. Ten huk to był odgłos przewracających się regałów z książkami. Wiele z nich zostało zniszczonych. Nie były to jakieś „białe kruki” ale i tych zwykłych szkoda. Na szczęście dzieciom nic się nie stało. Obiecałam sobie, że już nigdy nie wyrwę się z podobnym pomysłem, ale nikt w to nie wierzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz