Witajcie.
Muszę się wam do czegoś przyznać. Jak wiecie, lubię pomagać
innym, mąż uważa, że czasem nawet tym, którzy tej pomocy nie
chcą. Jedna z ostatnich takich pomocy okazała się katastrofą.
Można powiedzieć, że niestety mnie to niczego nie nauczyło. W
poniedziałek zaprowadziłam naszą najmłodszą dwójkę wnuków do
przedszkola. Na miejscu okazało się, że jedna z przedszkolanek
zachorowała i grupa 20 dzieci została pod opieką praktykantki.
Dyrektorka od razu zauważyła, że dla jednej przedszkolanki 20
osób to za dużo, więc powiadomiła rodziców dzieci o konieczności
zabrania ich pociech do domu, dopóki druga przedszkolanka nie wróci
do pracy. Wiadomo, że rodzice wielu dzieci pracują i w tym czasie
nie mają jak zapewnić opieki swoim dzieciom, dlatego nie bardzo
podobał im się ten pomysł. Oczywiście mój charakter kazał mi
zaoferować pomoc w opiece nad tymi dziećmi. W sumie była ich
siódemka, nie licząc naszej dwójki. Jeszcze głupszym pomysłem
było miejsce, gdzie miało to być, nasz dom. Nad tym ostatnim nie
zastanowiłam się w ogóle. Trzeba było zostać w przedszkolu. O
umówionej godzinie wszyscy rodzice przyprowadzili dzieci do nas. Mąż
od razu mówił, że to jest bardzo zły pomysł, ale nie chciałam
go słuchać. Miałam ułożony cały plan jak i czym zająć
przedszkolaków. Przygotowałam gry, puzzle i inne zabawki. Wyjęłam
nawet ostatnio kupioną grę karcianą w Piotrusia „Gdzie jest
Dory?” Myślałam, że będę mieć wszystko pod kontrolą i to
mnie zgubiło. Na początku wszystko szło dobrze. Dzieci dobrze się
bawiły, nawet zaczęliśmy czytać bajki, to znaczy ja zaczęłam a
dzieci słuchały. W końcu zaczęli przychodzić rodzice. Gdy
rodzice zabrali pierwsze dziecko, usłyszałam straszny huk i krzyk
dzieci. Mamy, a właściwie mieliśmy dość pokaźną bibliotekę.
Ten huk to był odgłos przewracających się regałów z książkami.
Wiele z nich zostało zniszczonych. Nie były to jakieś „białe
kruki” ale i tych zwykłych szkoda. Na szczęście dzieciom nic się
nie stało. Obiecałam sobie, że już nigdy nie wyrwę się z
podobnym pomysłem, ale nikt w to nie wierzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz