Powiedzcie
mi, jak zaplanować jakiekolwiek przyjęcie w ogrodzie, gdy mamy tak
zmienną pogodę. Nie raz ludzie próbowali, z lepszym albo gorszym
skutkiem. Przyznaję się bez bicia, że też byłam wśród nich.
Rzecz jasna nie udało się, ale nie była to też całkowita
katastrofa. Byłam na kilku podobnych, organizowanych zarówno przez
rodziców jak i profesjonalne firmy. Przyjęcie dokładnie
zaplanowane. Co, kto i kiedy ma robić. Jakie ma być jedzenie, tort
i cała reszta. Wystarczyła jedna rzecz, która nie była
uwzględniona i wszystko się sypało. Rozważni rodzice, mimo
zapewnień organizatorów, że nic nie jest w stanie przerwać
przyjęcia, przygotowywali plan awaryjny. Bardzo często z niego
korzystano. Organizując ostatnie ze swoich przyjęć, skorzystałam
z tego pomysłu. Na wszelki wypadek przygotowałam dwa plany
przyjęcia. Nie były zaplanowane co do sekundy, jak robią to firmy,
ale całkowitego zamieszania też nie było. W moim przypadku plan
awaryjny przydał się od razu. Ponieważ za oknem od kilku dni padał
śnieg, temperatura prawie przez cały czas była poniżej zera,
miejscem przyjęcia miał być ogród. Wraz z mężem przygotowaliśmy
małe lodowisko i miejsce do ulepienia kilku bałwanów. To miał być
jeden z przygotowanych konkursów. Dwa dni przed przyjęciem
temperatura zaczęła rosnąć, śnieg topnieć i z bałwanów i
lodowiska trzeba było zrezygnować. Na taki właśnie wypadek
przygotowałam kilka konkursów, które rozgrywały się w domu. Gra
w karty i kilka innych. Przydał się też zakupiony nie dawno zestaw
o grecko brzmiącej nazwie „Mistakos”
Opis
tej wciągającej gry jest dostępny na stronie firmy Trefl. Ona
zniszczyła mój plan przyjęcia, oczywiście w pozytywnym znaczeniu.
Przyjęcie miało trwać około 4-5 godzin, jednak dzieci
tak się wciągnęły w rozgrywkę, że dopiero późnym wieczorem,
po ośmiu godzinach zabawy, gdy rodzice zaczęli przyjeżdżać po
swoje pociech, wszyscy zorientowali się ile czasu upłynęło. Mogę
powiedzieć, że mimo kilku przeszkód przyjęcie się udało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz