Nie
raz pisałam, że moja córka podjęła pracę w jednej z firm
znajdującej się w naszej okolicy. Pracuje na zmiany. Rzadko, ale
jednak czasem się zdarza, że i ona, i jej mąż pracują w tym
samym czasie i dzieci podczas ich nieobecności są u nas. Tak było
przez ostatni tydzień, a jeszcze do tego mamy ferie zimowe. Zwykle,
gdy zmiany się pokrywały, dzieci były w szkole, a gdy rodziców
nie było w domu po południu, wtedy mieliśmy odwiedziny. Bardzo
lubię, gdy wnuki nas odwiedzają, ale tym razem mogę powiedzieć,
że cały dzień to trochę za długo. Zaraz zobaczycie dlaczego. Z
mężem mamy już swoje lata i od awantur i krzyków trochę
odwykliśmy. Nie raz odwiedzała nas cała piątka wnuków i zawsze
panowała miła atmosfera. Można powiedzieć, że prawie nigdy się
nie kłóciły, a gdy już to o jakieś drobnostki. Zasady podczas
gry, albo czy jakiś element zestawu puzzli pasuje do reszty obrazka,
ale zawsze kończyło się to zgodą. Teraz tylko pierwszego dnia był
spokój. Później kłóciły się dosłownie o wszystko. Gdy
dowiedziałam się, że cały tydzień będą z nami, w pobliskim
sklepie kupiłam zestawy gier z serii „Mały odkrywca idzie do
szkoły” Zawsze lubiliśmy w to grać, więc pomyślałam, że tym
razem też tak będzie. Już podczas otwierania pudełka dziewczynki
zaczęły kłócić się o kolor kart, których miałyśmy używać.
Każda próba rozpoczęcia jakiejkolwiek zabawy czy gry kończyła
się awanturą. Nie wiem, co się stało, co tak odmieniło obie
dziewczynki. Gdy zapytałam o to córkę, ta wyjaśniła mi, że
zawsze tak się zachowują, gdy zmiany jej i męża się pokrywają,
tylko wtedy chodzą do przedszkola i szkoły. Wtedy pół dnia mają
być razem, ale jakoś udaje się je rozdzielić. Dlatego wiele
razy mieliśmy pod opieką tylko młodszą wnuczkę. Wydaje mi się,
że o takim fakcie powinna mi powiedzieć wcześniej. Czemu tego nie
zrobiła, nie wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz