Czasem jest tak, że rodzice pracują a dziećmi opiekuje się ktoś
z rodziny. W naszej rodzinie ten zaszczyt przypadł mnie. Nie żebym
się skarżyła, ale piątka wnuków może człowieka trochę
zmęczyć. Dwie najstarsze czyli Agnieszka i Ania są na tyle duże,
że nie trzeba mieć ich stale na oku. Z najmłodszymi jest gorzej.
Wszystko chcą ruszać, otwierać i przewracać jak nie da się
podnieść. Gdyby nie pomoc męża byłoby ciężko ich upilnować.
Ania uczy się w piątej klasie szkoły podstawowej. Ostatnio
zauważyłam, że wraca ze szkoły jakaś smutna. Zawsze bardzo
wesoła i uśmiechnięta dziewczynka teraz nie miała ochoty na nic.
Pytana o powód takiego humoru zawsze odpowiadała to samo: W sumie
to nic. Niestety na dokładkę tydzień temu zachorowała i lekarz
dał jej zwolnienie na pięć dni. Wtedy dowiedziałam się o co
chodziło. Cała klasa była jak jedna wielka rodzina ale jak w
każdej jednych się lubi bardziej a innych mniej. Tu jest tak samo.
Ania i trzy koleżanki stanowiły taką grupkę. Wszędzie chodziły
razem. Zdarzało się, że nawet uczyły się razem. Jednak ostatnio
się pokłóciły. Chodziło o jakąś drobnostkę, przynajmniej dla
nas dorosłych, ale każda z nich śmiertelnie obraziła się na
resztę. Wyglądało to na koniec przyjaźni. A do tego jeszcze ta
choroba. Różnymi sposobami próbowaliśmy pocieszyć Anię ale
żaden nie działał. Kupiliśmy jej puzzle z jej ulubionej serii o
krainie lodu „ Przyjaciele z Krainy Lodu” to też nic nie dało.
Któregoś dnia zadzwonił telefon. Powiecie, a co w tym dziwnego.
Przecież telefon dzwoni dziesiątki a może i setki razy dziennie.
Ten był inny. Ani od razu poprawił się humor a na jej twarzy
pojawił się dawno nie widziany uśmiech. Po południu wszystkie
obrażone koleżanki przyszły z wizytą a na przeprosiny przyniosły
zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” Każda
koleżanka przepraszała wszystkie pozostałe, więc zajęło to
trochę czasu. Później obiecały sobie, że już żadna rzecz nie
narazi ich przyjaźni i zabrały się za składanie zestawu.
Oczywiście znowu razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz