Na początku roku szkolnego a właściwie to jeszcze pod koniec
wakacji nowy dyrektor szkoły zaprosił wszystkich rodziców na
zebranie w sprawie wycieczki, która miała się odbyć w połowie
października. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie trzy sprawy.
Miała to być wycieczka do Warszawy i trwać trzy dni. Jechać
mogli na nią wszyscy uczniowie z klas 4 do 6 a całkowity koszt
wyjazdu czyli obiad w restauracji w trakcie podróży, a na miejscu
zakwaterowanie, wszystkie bilety i przewodnicy, wyniósł około 450
złotych i dlatego został złożony wniosek o dofinansowanie z
jakiegoś programu. Dyrektor wyjaśniał co to za program, ale i tak
nikt nie wiedział o co chodzi. Okazało się, że całkowity koszt
miał wynosić 120 złotych od osoby. Dofinansowanie nie zostało
przyznane, ale na tą wiadomość od razu zareagowały wszystkie
nasze zakłady pracy. Niestety każdy dobry plan ma dziurę. W tym
przypadku było nią jakieś zezwolenie na organizację tak dużej
wycieczki. Trzy klasy po około 25 osób a do tego opiekunowie i
nazbierały się dwa duże autobusy. Na owe zezwolenie trzeba czekać
co najmniej trzy miesiące. Dyrektor obiecał, że z opóźnieniem
ale wycieczka się odbędzie a żeby młodszym klasom nie było
smutno dla nich będzie wycieczka niespodzianka. Nawet w dniu wyjazdu
nie powiedział dokąd jedziemy. Takiego podekscytowania u dzieci
jeszcze nie widziałam. Ostatnie pół godziny jechaliśmy przez
bardzo gęsty las. Było prawie ciemno. W końcu naszym oczom ukazał
się stary zamek i jak to w takich miejscach bywa przywitał nas
ubrany w czarny frak kamerdyner. W środku panował półmrok a na
ścianach paliły się pochodnie. Nagle drzwi się zamknęły a
bardzo tajemniczy i przerażający głos przywitał wszystkich i
zaprosił do środka. Ale gdy zaczął się śmiać miałam ochotę
uciekać. Nie tylko ja. W następnym pomieszczeniu było zupełnie
inaczej. Jak się później okazało cała posiadłość należy do
kolekcjonera gier i zabawek. Miał w swojej kolekcji eksponaty chyba
z każdego roku. Od drewnianych zabawek po gry planszowe jak „
Kalejdoskop 50 gier” przez puzzle aż po zabawki z naszych czasów.
Zegarek zabawka „ VTech - Kidizoom Smart Watch” był tego
najlepszym przykładem. Okazało się, że to był stary szkolny
kolega dyrektora. Ale o tym następnym razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz