czwartek, 23 czerwca 2016

Ostatnia awaria w karierze

 Chyba każdy kto ma dzieci, dużo wcześniej robi plany na wakacje. Nie raz pisałam o naszych. W tym roku było podobnie. Specjalnie użyłam słowa: było. Wiele razy nasza rodzina planowała różne rzeczy, nie tylko wakacje, ale prawie zawsze coś przeszkadza w ich realizacji. W tym roku było dokładnie tak samo. Trzy miesiące temu zaczęliśmy przeglądać oferty biur podróży. Nie było nic co by nas zainteresowało. W końcu ustaliliśmy, że razem z mężem zabierzemy wszystkie dzieci nad morze. Jak pamiętacie, nie raz wspominałam nasz siedmioosobowy samochód. Od czasu pechowej wycieczki po Europie, która swoją drogą zakończyła się wcześniej niż planowaliśmy nasze auto coraz częściej się psuło. Nic w tym dziwnego. Teraz mamy piątkę wnuków, a auto pochodzi z czasów gdy nasze dzieci były małe. Wiem jakie to były czasy. Kupienie takiego auta graniczyło z cudem, ale starsi wiedzą jak wtedy robiło się zakupy a młodym nie ma co wyjaśniać. Liczyły się znajomości. Gry, puzzle to były rzeczy w sumie nie osiągalne. Ale jednej rzeczy do dziś nie mogę zrozumieć. Pamiętam jak kupowaliśmy dywan. Do sklepu przywieziono jedną sztukę. Po co całą noc stało po niego 10 osób? Z autem było podobnie. Teraz już nie pamiętam nazwy, ale jakaś firma pozbywała się swoich samochodów i tak się trafiło, że jeden z nich był siedmioosobowy. Właśnie dzięki znajomościom trafił on właśnie do nas. Niestety po ostatniej wizycie u mechanika okazało się, że bardziej opłaca się go zezłomować niż naprawiać. Na nowy nie bardzo nas stać więc i z wyjazdu nic nie będzie. Tyle walizek, ubrań, gier i puzzli nie kupowaliśmy nigdy. Jak zwykle były to produkty firmy Trefl. Jedyną osobą, która cieszyła się z takiej sytuacji był właściciel sklepu w którym robiliśmy te wszystkie zakupy. Wielkie plany, radość dzieci zniszczone przez głupią awarię samochodu. Będzie ciężko, ale jakoś to trzeba będzie im wynagrodzić.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz