Chyba każdy kto ma dzieci, dużo wcześniej robi plany na wakacje.
Nie raz pisałam o naszych. W tym roku było podobnie. Specjalnie
użyłam słowa: było. Wiele razy nasza rodzina planowała różne
rzeczy, nie tylko wakacje, ale prawie zawsze coś przeszkadza w ich
realizacji. W tym roku było dokładnie tak samo. Trzy miesiące temu
zaczęliśmy przeglądać oferty biur podróży. Nie było nic co by
nas zainteresowało. W końcu ustaliliśmy, że razem z mężem
zabierzemy wszystkie dzieci nad morze. Jak pamiętacie, nie raz
wspominałam nasz siedmioosobowy samochód. Od czasu pechowej
wycieczki po Europie, która swoją drogą zakończyła się
wcześniej niż planowaliśmy nasze auto coraz częściej się psuło.
Nic w tym dziwnego. Teraz mamy piątkę wnuków, a auto pochodzi z
czasów gdy nasze dzieci były małe. Wiem jakie to były czasy.
Kupienie takiego auta graniczyło z cudem, ale starsi wiedzą jak
wtedy robiło się zakupy a młodym nie ma co wyjaśniać. Liczyły
się znajomości. Gry, puzzle to były rzeczy w sumie nie osiągalne.
Ale jednej rzeczy do dziś nie mogę zrozumieć. Pamiętam jak
kupowaliśmy dywan. Do sklepu przywieziono jedną sztukę. Po co całą
noc stało po niego 10 osób? Z autem było podobnie. Teraz już nie
pamiętam nazwy, ale jakaś firma pozbywała się swoich samochodów
i tak się trafiło, że jeden z nich był siedmioosobowy. Właśnie
dzięki znajomościom trafił on właśnie do nas. Niestety po
ostatniej wizycie u mechanika okazało się, że bardziej opłaca się
go zezłomować niż naprawiać. Na nowy nie bardzo nas stać więc i
z wyjazdu nic nie będzie. Tyle walizek, ubrań, gier i puzzli nie
kupowaliśmy nigdy. Jak zwykle były to produkty firmy Trefl. Jedyną
osobą, która cieszyła się z takiej sytuacji był właściciel
sklepu w którym robiliśmy te wszystkie zakupy. Wielkie plany,
radość dzieci zniszczone przez głupią awarię samochodu. Będzie
ciężko, ale jakoś to trzeba będzie im wynagrodzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz