piątek, 17 marca 2017

Konsekwencje sprzątania ogrodu

 Ostatnie dwa dni były dla mnie podwójnie ciężkie. Nie dość, że byłam chora, to jeszcze moje kochane wnuczki zaczęły się mną opiekować, a to było gorsze od choroby. Pamiętacie, jak zaczęłam sprzątać ogród? W pewnym momencie wpadłam do dziury wypełnionej błotem. Nie zauważyłam i stało się. Na szczęście nic sobie nie złamałam, tylko trochę się potłukłam. Niestety przy okazji bardzo się przeziębiłam. Nie poszłam do lekarza, bo po co mu zawracać głowę przy zwykłym przeziębieniu. Zaczęłam stosować metody mojej mamy. Nie podam przepisu na lekarstwa, żeby w razie czego nikt mnie o nic nie posądzał. Wiadomo, że medycyna ludowa różnie działa na różnych ludzi. Opieka wnuczków była dużo gorsza. Na początku jeszcze jakoś można było to znieść. Agnieszka i Ania przyniosły zestaw puzzli i przez kilka godzin je układałyśmy. Wszystko zaczęło się gdy nadeszła pora obiadu. Cały czas słyszałam: babciu może coś ci przynieść, może coś ci podać, może zrobić ci herbaty. To jeszcze można było przeżyć, ale gdy chciały mnie karmić miarka się przebrała. Żeby nie nawrzeszczeć na wszystkich po kolei, winnych czy nie, wolałam wyjść z domu. Nie ważne, że z przeziębieniem. Gdy wróciłam, zebrałam wszystkich w salonie i najspokojniej jak tylko się dało wytłumaczyłam wszystkim zebranym, że nie umieram tylko jestem przeziębiona i jeśli będę czegoś potrzebować to poproszę. Jeśli chcą układać puzzle, proszę bardzo. Jeśli chcą zagrać w jakąś grę, też może być. Wiadomo, że dotrzymanie towarzystwa dla chorego jest bardzo ważne, ale karmienie to już lekka przesada. Chyba wszyscy zrozumieli. Przez cały wieczór, razem z wnuczkami grałyśmy w „5 sekund” Swoją drogą, ciekawe kto zostałby aby się mną opiekować, gdybym faktycznie wymagała takiej opieki. Mam nadzieję, że nigdy nie dojdzie do takiej sytuacji, że trzeba będzie to sprawdzić.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz