Nasz dom był budowany gdy o wodomierzach nikt jeszcze nie słyszał.
W niektórych miejscowościach nie było nawet kanalizacji. Z biegiem
lat dom był remontowany i w miarę potrzeb rozbudowywany. W końcu
zaczęto budować kanalizację. Wszyscy śmiali się, że wreszcie
dotarła do nas cywilizacja. Jaka była radość, przynajmniej na
początku, gdy wystarczyło odkręcić kran zamiast chodzić po wodę
do studni. Później przychodziły rachunki za wodę i już nie było
tak wesoło. My mieliśmy o tyle dobrze, że studnię mieliśmy na
podwórku. Nikt jej nie czyścił przez wiele lat i w końcu woda nie
nadawała się do picia. Z opowiadań wiem, że mój ojciec z nie
jednym dzisiejszym sąsiadem toczył prawdziwą wojnę o działkę,
na której obecnie stoi nasz dom. W końcu na tablicy ogłoszeń
pojawiła się informacja o obowiązku założenia wodomierza. Opinie
na ten temat były podzielone, ale jak mus to mus. Nie wiem dlaczego,
ale pracownicy firmy zakładającej urządzenia uparli się, że
muszą one być zaraz za głównym zaworem wody. Jak u większości
mieszkańców, tak i w naszym domu zaworu nie było w domu, ale w
specjalnie wykopanej studzience. Też nikt nie wie dlaczego nie mógł
być w piwnicy. Również wodomierze zakładano w tej studzience. Gdy
na tablicy pojawiała się informacja o odczycie, każdy musiał sam
ją otworzyć i czekać na pracownika wodociągów. Trwało to czasem
cały dzień. Niestety dzieci ciężko upilnować, żeby tam nie
zaglądały i żeby nie zdarzył się jakiś wypadek. Nic nie pomaga.
Nawet łapówka w postaci nowej gry czy puzzli. U nas w domu dzieci
wiedzą, że nie wolno zaglądać do studzienki, a żeby tego
dopilnować zbieramy wszystkie w jednym pokoju i zaczynamy rozgrywkę
w „5 sekund” Chyba, że dzieci są w szkole, to jeszcze przed ich
powrotem któreś z nas wychodzi przed dom i czeka na nie. Do tej
pory nie było przypadków, żeby jakieś dziecko wpadło do takiej
studzienki, ale jak to mówią, lepiej dmuchać na zimne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz