W zeszłym roku klasa Agnieszki pojechała na zieloną szkołę.
Wszyscy bardzo cieszyli się na taki wyjazd. Może oprócz rodziców.
Ktoś przecież musiał za to zapłacić. Myśleliśmy, że wszyscy
wrócą zadowoleni i gdy taki wyjazd będzie organizowany w tym roku
wszystkie dzieci też nie będą mogły się doczekać. Zielona
szkoła trwa dwa tygodnie. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Każdego
dnia Agnieszka dzwoniła i opowiadała jak to tam jest źle i jak
najszybciej chce wracać do domu. Z rozmów z innymi rodzicami
dowiedziałam się, że nie tylko Agnieszka tak miała. Po powrocie
wszystkie dzieci mówiły, że za żadne skarby na coś takiego nie
pojadą. Nie wiadomo było czy w tym roku organizować podobny wyjazd
czy nie, skoro nikt nie chce jechać. Gdy podano do wiadomości, że
jednak wyjazd na zieloną szkołę jednak dojdzie do skutku
wszystkie dzieci, oprócz Agnieszki od razu się zapisały. Dlaczego
na zeszłorocznym wyjeździe było tak źle? Chodziło o plan dnia.
Organizatorzy zaplanowali wszystko bardzo dokładnie. W skrócie
wyglądało to mniej więcej tak: rano pobudka, śniadanie a od 9 do
12 lekcje. Godzina 13 obiad, później godzina odpoczynku po
obiedzie. Od 15 do 16.30 odrabianie lekcji. Między 16.30 a 18 dzieci
miały mieć czas wolny. O 18 kolacja a po niej spotkanie całej
grupy i podsumowanie dnia. Organizatorzy nazwali to godziną
szczerości. O 21 wszyscy kładli się spać. I tak każdego dnia.
Wspominałam o czasie wolnym. W zasadzie był to czas wolny ale od
zajęć lekcyjnych. Przez półtorej godziny, pod nadzorem
wychowawców dzieci mogły grać w karty, układać puzzle a w sali
telewizyjnej obejrzeć jakiś film albo program. Na szczęście
wszystkie zestawy puzzli to były najnowsze produkty. Po powrocie
mówiła, że to były najnudniejsze dwa tygodnie w całym roku
szkolnym. Jedynym plusem było to, że wszyscy przywieźli tylko
dobre stopnie. Jak się później okazało nie zostały one wpisane
do dziennika. Na tegoroczny wyjazd nie pojechały tylko Agnieszka i
jej koleżanka. Nie żałują tego ani przez chwilę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz