Witajcie po dłuższej przerwie, ale wiecie jak to jest. Długi
weekend, wyjazd do rodziny i takie tam. Niestety nie wszystkim dane
było cieszyć się z takich odwiedzin. Agnieszka zachorowała i ktoś
musiał z nią zostać. Prawdę mówiąc, nie spieszyło mi się za
bardzo aby spotkać się z całą rodziną. Na pewno wielu z Was ma
tak samo. Jechać kawał drogi, żeby wysłuchiwać kłótni członków
rodziny. Nie było chętnych żeby zostać w domu z chorym dzieckiem,
więc gdy wszyscy podawali tysiąc powodów, dzięki którym mogą
się od tego wymigać, poczekałam aż wszyscy skończą i skoro nikt
nie podjął się tego zadania, sama zaoferowałam, że zostanę.
Trochę wyglądało to jakbym robiła reszcie łaskę, ale nie
chciałam, żeby się zorientowali, że wolę zostać. I tak od
piątku do wtorku zostałyśmy z Agnieszką same. Może to niezbyt
uczciwe z mojej strony, ale postanowiłam pokazać jej jak może czuć
się chory gdy ktoś opiekuje się nim tak, jak moje wnuczki mną.
Przez cały dzień w kółko słyszałam: babciu może chcesz
herbatę, może kawę, może w coś zagramy, a gdy chciały mnie
karmić podczas obiadu nie wytrzymałam i zrobiłam im małą
awanturę. Przeprosiły i obiecały poprawę. Niestety następnego
dnia wszystko zaczęło się od nowa. Postanowiłam pokazać
Agnieszce jak to jest, oczywiście nie tak natrętnie, ale jednak. Co
chwila chodziłam do jej pokoju i pytałam czy czegoś nie
potrzebuje. Pod koniec pierwszego dnia z zestawem puzzli „Galaktyczna
przygoda Barbie” poszłam do pokoju Agnieszki. Gdy weszłam, od
razu usłyszałam, że teraz wie jak ja się czułam i więcej się
to nie powtórzy. To
znaczy taka opieka nade mną. Mam nadzieję, że czegoś się
nauczyła. Opieka, zgoda. Można zagrać w karty, ułożyć puzzle,
można robić całą masę innych rzeczy, ale pomoc na siłę, to nie
przejdzie. Taka pomoc może jeszcze bardziej dobić chorego niż sama
choroba. We wtorek wszyscy wrócili. Nie myliłam się. Nie było ani
dnia, żeby ktoś nie wszczynał awantury.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz