piątek, 5 maja 2017

Moja mała zemsta

 Witajcie po dłuższej przerwie, ale wiecie jak to jest. Długi weekend, wyjazd do rodziny i takie tam. Niestety nie wszystkim dane było cieszyć się z takich odwiedzin. Agnieszka zachorowała i ktoś musiał z nią zostać. Prawdę mówiąc, nie spieszyło mi się za bardzo aby spotkać się z całą rodziną. Na pewno wielu z Was ma tak samo. Jechać kawał drogi, żeby wysłuchiwać kłótni członków rodziny. Nie było chętnych żeby zostać w domu z chorym dzieckiem, więc gdy wszyscy podawali tysiąc powodów, dzięki którym mogą się od tego wymigać, poczekałam aż wszyscy skończą i skoro nikt nie podjął się tego zadania, sama zaoferowałam, że zostanę. Trochę wyglądało to jakbym robiła reszcie łaskę, ale nie chciałam, żeby się zorientowali, że wolę zostać. I tak od piątku do wtorku zostałyśmy z Agnieszką same. Może to niezbyt uczciwe z mojej strony, ale postanowiłam pokazać jej jak może czuć się chory gdy ktoś opiekuje się nim tak, jak moje wnuczki mną. Przez cały dzień w kółko słyszałam: babciu może chcesz herbatę, może kawę, może w coś zagramy, a gdy chciały mnie karmić podczas obiadu nie wytrzymałam i zrobiłam im małą awanturę. Przeprosiły i obiecały poprawę. Niestety następnego dnia wszystko zaczęło się od nowa. Postanowiłam pokazać Agnieszce jak to jest, oczywiście nie tak natrętnie, ale jednak. Co chwila chodziłam do jej pokoju i pytałam czy czegoś nie potrzebuje. Pod koniec pierwszego dnia z zestawem puzzli „Galaktyczna przygoda Barbie” poszłam do pokoju Agnieszki. Gdy weszłam, od razu usłyszałam, że teraz wie jak ja się czułam i więcej się to nie powtórzy. To znaczy taka opieka nade mną. Mam nadzieję, że czegoś się nauczyła. Opieka, zgoda. Można zagrać w karty, ułożyć puzzle, można robić całą masę innych rzeczy, ale pomoc na siłę, to nie przejdzie. Taka pomoc może jeszcze bardziej dobić chorego niż sama choroba. We wtorek wszyscy wrócili. Nie myliłam się. Nie było ani dnia, żeby ktoś nie wszczynał awantury. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz