Witajcie. Ostatnio pisałam o wyjeździe na ognisko, zorganizowanym
przez dyrektora szkoły z okazji Dnia Matki. Zaproszone zostały
wszystkie mamy. Jednym z punktów programu była niespodzianka. Tylko
wtajemniczeni wiedzieli co to będzie. W tajemnicy przed wszystkimi
nauczyciele i dzieci przygotowały akademię właśnie dla wszystkich
uczestniczek wyjazdu. Po występach artystycznych, każda mama miała
być wywołana z imienia i nazwiska, miała wyjść na scenę aby
odebrać specjalne życzenia i kwiaty. Brzmi pięknie, prawda?
Niestety tylko brzmi. Na miejscu okazało się, że będzie jeszcze
jedna atrakcja. Spływ kajakowy po Wiśle. Tego też nikt się nie
spodziewał. W ostatniej chwili zmieniono cel podróży. W autobusie,
gdy dzieci były zajęte grą w karty i śpiewaniem piosenek,
dyrektor tłumaczył, że nadarzyła się okazja i trzeba było z
niej skorzystać. Nikt nie znał prawdziwego powodu. Teraz mogę Wam
powiedzieć. Chodziło o scenę. Potrzebne było miejsce do
przygotowania akademii. W nowym miejscu często odbywały się
różnego rodzaju imprezy, więc scena była już przygotowana. Rano
była piękna pogoda, spływ kajakowy wszystkim się podobał.
Niektórzy musieli się przebrać, ale ogólnie było fajnie. Około
południa zaczęło się chmurzyć, ale akademia zaczęła się
zgodnie z planem. W momencie, gdy zaczęły się życzenia zaczął
padać deszcz. Błyskawice, pioruny. Burza trwała może pół
godziny. Wszyscy przemoczeni musieli uciekać do budynku. Wyjazd
okazał się katastrofą. Powtórkę akademii obiecano w naszym domu
kultury. Podróż powrotna też nie należała do przyjemnych.
Zestawy kart latały po całym autobusie. Na każdą próbę
rozpoczęcia jakiejś piosenki dzieci reagowały krzykiem. Całą
niedzielę Agnieszka i Ania nie odezwały się ani słowem. Jedynym
ich zajęciem było układanie puzzli. Nie rozmawiały nawet ze sobą.
Wieczorem bez słowa położyły się spać. Dziś rano również w
ciszy poszły do szkoły. Córka dzwoniła do wychowawczyni,
dowiedziała się, że dzieciom jest bardzo przykro z powodu takiego
zakończenia. Nie chciały jeszcze bardziej martwić swoich mam i
dlatego wolały się nie odzywać. Po południu wszystko powinno
wrócić do normy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz