Witajcie.
Zdarzyło się kiedyś, że zrobiono Wam awanturę za coś, z czym
nie mieliście nic wspólnego? Mnie ostatnio tak. Ale od początku.
Przed świętami mieliśmy pod opieką najmłodszą dwójkę naszych
wnuków. Jaka była pogoda każdy wie, bardzo ciepło jak na tę porę
roku i wkoło roztopiony śnieg. Jednak pewnej, nieszczęsnej nocy
spadło trochę śniegu. Dzieci uznały, że można iść lepić
bałwana. Jest śnieg, będzie bałwan. Oczywiście nie pozwoliłam
im na to, a wtedy nasze kochane wnuki poszły zapytać o pozwolenie
dziadka. Dobrze wiedziały, że on im na wszystko pozwala. I tym
razem miały rację. Do tej pory, gdy nie pozwoliłam im na coś,
szły do pokoju i zajmowały się jakąś grą albo puzzlami. Teraz
nawet nie zauważyłam kiedy wyszły z domu. Bałwana oczywiście nie
ulepiły, ale wróciły całkowicie przemoczone. Nikt nie przewidział
takiej sytuacji, więc nie zabrały ze sobą żadnych ubrań na
zmianę. Wysłałam dziadka, żeby takie przywiózł. Trwało to
ponad dwie godziny. W wyniku tych zdarzeń, dwa dni później dzieci
musiały odwiedzić lekarza. Właśnie wtedy córka zrobiła mi
awanturę. Na początku nie wiedziałam o co chodzi, a ona najpierw
na mnie nawrzeszczała, a później wyjaśniła co się stało. To od
niej dowiedziałam się o chorobie dzieci. Dziadek zawinił, a mnie
się dostało. Może trochę słusznie, przecież obiecałam je
pilnować. Tylko że dzieci trochę minęły się z prawdą jak
opowiadały mamie całą sytuacje. To babcia pozwoliła. Chciałam je
odwiedzić, zagrać z nimi w „5 sekund junior” żeby im się nie
nudziło, ale córka zabroniła. Mogły posłuchać jak babcia
zabroniła to nie byłoby całej sytuacji. Niech teraz siedzą same.
Według mnie to trochę złe podejście, ale to przecież tylko moje
wnuki. Nie raz słyszałam, że nie jestem ich mamą i nie mogę się
wtrącać w wychowanie dzieci. Trochę racji w tym jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz