Próbowaliście
kiedyś zrobić zdjęcie małemu dziecku? Nie mówię tu o fotkach z
wakacji, ale na przykład o zdjęciu rodzinnym czy portrecie. Wiem,
że to trochę dziwny pomysł w XXI wieku, ale niektórzy mają je
jeszcze. Jednym z takich ludzi jest moja córka. Uparła się na
portret najmłodszych członków naszej rodziny. Zbiegiem
okoliczności są to jej dzieci. Próbowała sama zrobić zdjęcie,
potem małe poprawki na komputerze, ale nic jej z tego nie wyszło.
Każde zdjęcie wychodziło rozmazane. Nie jest to wina sprzętu ani
fotografa. Fotografowane obiekty nie mogły usiedzieć w miejscu ani
przez chwilę. Myślałam, że po tylu nieudanych próbach zrezygnuje
z tego pomysłu, ale jak ona się na coś uprze, to nie ma takiego
sposobu, który mógłby ją przekonać. Niestety wtedy nie zważa na
cenę jaką przyjdzie zapłacić za realizację jej planu. I nie mam
na myśli pieniędzy. Jedyne do czego dało się ją namówić, to
wizyta w profesjonalnym studio fotograficznym. Tym razem reszta
rodziny się uparła. Odwiedziliśmy wszystkie zakłady i w każdym
efekt był ten sam. Został jeszcze jeden, prowadzony przez prawie
siedemdziesięcioletniego człowieka. Powiedzieliśmy o co nam
chodzi, a on zapytał czym bawią się dzieci. Co ma wspólnego
robienie zdjęcia z zabawkami? Teraz już wiemy. Fotografowi chodziło
o odwrócenie uwagi. Umówiliśmy się na następny dzień i
zaopatrzeni w zestaw „1,2,3 liczysz Ty!” udaliśmy się do
zakładu. Jednak dzieci nie za bardzo miały ochotę bawić się
czymś co mają na co dzień. Fotograf to przewidział. W pokoju
wymalowanym na zielono, na samym środku przygotowana była gra „5
sekund junior” Była jedna zmiana w regułach gry. Odpowiedzi
udzielało się na stojąco. Zobaczcie, zielone tło, odpowiedź na
stojąco i aparat ustawiony właśnie na odpowiadającego. Dzieci
nawet nie wiedziały kiedy zostały sfotografowane. Kilka dni później
portret był gotowy. Wielkie, profesjonalne zakłady fotograficzne
nie dały sobie rady, a siedemdziesięcioletni dziadek od razu
wiedział co zrobić w takiej styuacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz