czwartek, 7 grudnia 2017

Mikołaj w przedszkolu

No i się zaczęło. Jak wiecie, w naszej miejscowości mamy przedszkole, szkołę podstawową i basen. To tyko te obiekty, które są obecnie najważniejsze. A właśnie. Zapomniałam o kościele. Wszystkim wiadomo, że do każdego z tych miejsc zapraszany jest Święty Mikołaj. Każdego roku, każda z placówek zapraszała Mikołaja we własnym zakresie. Tym razem postanowiono zorganizować wszystko wspólnie. Od razu pojawił się problem. Nie można było znaleźć odpowiednio wielkiej sali, aby mogła pomieścić tyle dzieci. Nawet kościół okazał się za mały. Jedynym miejscem odpowiednim do tego celu była sala kinowa w domu kultury. Może inaczej. Kiedyś, gdy mieliśmy jeszcze kino ta sala pełniła taką funkcję. Gdy kino zostało zamknięte, przestała być potrzebna. Dopiero gdy w wyborach wygrał obecny sołtys, ta sytuacja się zmieniła. Sala kinowa została wyremontowana i przekształcona w halę sportową. Na wszelki wypadek zachowano scenę, która przy okazji wielu uroczystości bardzo się przydaje. Ale wróćmy do Mikołaja. Głównym organizatorem został opiekun domu kultury, nasz sołtys. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu to on organizuje najlepsze imprezy. Wszystko ładnie, pięknie, ale zapomniałam napisać o jednej, ważnej rzeczy. Z całego przedsięwzięcia została wyłączona cała grupa 3-latków. Rodzice postanowili, że dla nich spotkanie z Mikołajem zostanie zorganizowane osobno, ponieważ będzie to pierwsze spotkanie ich dzieci z tak ważną osobą, zorganizują wszystko sami, łącznie z kupieniem prezentów. Wszystkie paczki musiały być takie same, bez względu na zamożność rodziców. W skrócie, w paczce miały znaleźć się albo zestawy puzzli, albo karty. Jedyną, obowiązkową rzeczą był zestaw „1,2,3 liczysz Ty!” Dlaczego rodzice tak postąpili? Nie umiem tego wytłumaczyć, ale chodziło o ilość ludzi, która będzie w domu kultury. 6 grudnia w przedszkolu pojawił się oczekiwany gość. Dzień wcześniej dzieci próbowały opisać go. Jak wygląda, albo jak jest ubrany. Wszystkie dzieci opowiadały podobnie. Czerwony strój, długa broda i renifer z czerwonym nosem. Tego ostatniego nie można było zorganizować, ale gdy Mikołaj pojawił się w drzwiach nikt nie zauważył braku renifera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz