czwartek, 24 września 2015

Nie można odmówić wnuczce

 Witajcie. Chyba macie już dość czytania o mnie więc dziś będziecie mieli okazję poznać mojego męża a przynajmniej jego wrażenia z wycieczki jaką obiecał kilka tygodni temu swoim ukochanym wnukom. Miało to wyglądać tak, że cały dzień przeznaczony był na wizyty we wszystkich galeriach handlowych i sklepach z zabawkami w mieście czyli około 15 miejsc. Cała piątka dzieci nie mogła się doczekać. Ponieważ najmłodsze bliźniaki nie chodziły jeszcze do przedszkola postanowiliśmy, że zostaną w domu z nami. Niestety dzień w którym miało się to odbyć był dniem w którym Agnieszka umówiła się na spotkanie z koleżankami. Pamiętacie treningi w grę „5 sekund Junior” Ale i na to znalazła sposób. Dziadek zgodził się żeby koleżanki też pojechały, jeśli mamy im pozwolą. I tak szóstka dzieci i dziadek z grubym portfelem wyruszyli w drogę. Po ośmiu godzinach w drzwiach pojawiły się wszystkie dzieci obładowane torbami i pudłami. Po 15 minutach w domu pojawił się ledwo żywy dziadek, który oznajmił, że jeśli kiedykolwiek jeszcze wpadnie na taki genialny pomysł to niech go od razu ktoś zastrzeli. Jego słowa. Potem zaczął opowiadać jak przebiegała ta wyprawa w taki sposób jakby to była fabuła jakiegoś strasznego horroru. W największym skrócie. Zaraz po wyjeździe dzieci zaczęły wydzierać się na siebie, który sklep odwiedzą pierwszy i co kto kupi. Dziadek za wszelką cenę próbował uspokoić wszystkich i dopiero jak zagroził powrotem dzieci trochę się uspokoiły ale nie na długo. Na parkingu przed sklepem znowu prawie się pobiły kto wchodzi pierwszy. Potem o to gdzie najpierw pójdą. Wreszcie dziadek zadecydował, że to on decyduje o wszystkim. Dzieci niechętnie ale się zgodziły. Przyszła kolej na galerię handlową. Dzieci biegały między regałami aż wreszcie wszystkie znalazły się przy ostatnim pudełku puzzli „Avengers - Puzzle Magic Decor” i zaczęła się wojna bo każde chciało go mieć. Dziadek postanowił kupić go dla siebie żeby dzieci nie miały się o co bić. Po powrocie do domu wszyscy byli zadowoleni. No może nie wszyscy. Wieczorem odwieźliśmy wszystkie dzieci do domów. Wszystkie mamy zwróciły pieniądze i podziękowały za opiekę nad córkami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz