Po ostatniej wycieczce po sklepach z zabawkami dziadek oświadczył,
że jego zdrowie zostało wystawione na poważne zagrożenie i za
żadne skarby świata nie da się namówić na jakąkolwiek wyprawę
z taką ilością dzieci. Ale jak to każdy dziadek swoje mówi a
swoje robi szczególnie dla swoich ukochanych wnucząt. Tym razem też
tak było. Gdy tylko Agnieszka i Ania przyszły w sprawie następnego
wyjazdu nie dokończyły jeszcze mówić a dziadek już się zgodził.
Zaczęliśmy się z niego śmiać a on powiedział tylko tyle. No co
przecież to moje wnuczki. Ale na co się zgodził? Na początku roku
szkolnego w każdej szkole pani albo pan dyrektor ogłosili co
następuje: Za trzy tygodnie odbędą się międzyszkolne zawody
drużynowe i ping-ponga. Wszystkich chętnych do drużyny zapraszamy
do zapisów. Po tygodniu okazało się, że nie ma ani jednego
zgłoszenia. Zebrani na sali gimnastycznej uczniowie za
skompletowanie drużyny mieli obiecane wolne od zajęć na czas
mistrzostw. Tego samego dnia zgłosiło się 45 osób z których
wybrano 6 najlepszych. Moje wnuki nie zgłosiły się a pytane
dlaczego odpowiadały, że co jest zabawnego w waleniu rakietką w
piłkę i że jak mają już w coś grać to wolą w „5 sekund” i
„5 sekund Junior” a dziewczynki dorzuciły do tego zestaw „Craft
Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” ale jako kibice to bardzo
chętnie. Na to właśnie zgodził się dziadek. Ponieważ bus był
wynajęty dla drużyny, zawodników rezerwowych i trenerów wszyscy
kibice musieli dojechać na własną rękę. Nasz samochód może
pomieścić aż 7 osób więc oprócz dziadka, Ani i Agnieszki mogli
zabrać jeszcze troje dzieci. Na szczęście tym razem dzieci
zachowywały się bardzo grzecznie a cała droga zleciała im na
rozmowach o zawodach. Po powrocie wszyscy byli zadowoleni nawet
dziadek. Mówił, że na takie emocje zgodzi się zawsze i to nie
tylko ze względu na wnuczki. Wygrała drużyna z sąsiedniej
miejscowości ale i tak zabawa była przednia. Przynajmniej z
opowiadań.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz