piątek, 25 września 2015

Co dzadek to dziadek

 Po ostatniej wycieczce po sklepach z zabawkami dziadek oświadczył, że jego zdrowie zostało wystawione na poważne zagrożenie i za żadne skarby świata nie da się namówić na jakąkolwiek wyprawę z taką ilością dzieci. Ale jak to każdy dziadek swoje mówi a swoje robi szczególnie dla swoich ukochanych wnucząt. Tym razem też tak było. Gdy tylko Agnieszka i Ania przyszły w sprawie następnego wyjazdu nie dokończyły jeszcze mówić a dziadek już się zgodził. Zaczęliśmy się z niego śmiać a on powiedział tylko tyle. No co przecież to moje wnuczki. Ale na co się zgodził? Na początku roku szkolnego w każdej szkole pani albo pan dyrektor ogłosili co następuje: Za trzy tygodnie odbędą się międzyszkolne zawody drużynowe i ping-ponga. Wszystkich chętnych do drużyny zapraszamy do zapisów. Po tygodniu okazało się, że nie ma ani jednego zgłoszenia. Zebrani na sali gimnastycznej uczniowie za skompletowanie drużyny mieli obiecane wolne od zajęć na czas mistrzostw. Tego samego dnia zgłosiło się 45 osób z których wybrano 6 najlepszych. Moje wnuki nie zgłosiły się a pytane dlaczego odpowiadały, że co jest zabawnego w waleniu rakietką w piłkę i że jak mają już w coś grać to wolą w „5 sekund” i „5 sekund Junior” a dziewczynki dorzuciły do tego zestaw „Craft Castle - Królewski Zamek Anny i Elsy” ale jako kibice to bardzo chętnie. Na to właśnie zgodził się dziadek. Ponieważ bus był wynajęty dla drużyny, zawodników rezerwowych i trenerów wszyscy kibice musieli dojechać na własną rękę. Nasz samochód może pomieścić aż 7 osób więc oprócz dziadka, Ani i Agnieszki mogli zabrać jeszcze troje dzieci. Na szczęście tym razem dzieci zachowywały się bardzo grzecznie a cała droga zleciała im na rozmowach o zawodach. Po powrocie wszyscy byli zadowoleni nawet dziadek. Mówił, że na takie emocje zgodzi się zawsze i to nie tylko ze względu na wnuczki. Wygrała drużyna z sąsiedniej miejscowości ale i tak zabawa była przednia. Przynajmniej z opowiadań.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz