Po przyjeździe wszyscy
przyjęli nas jak przyjaciół i od razu zaoferowali wszelką pomoc
we wszystkich sprawach. Zaczęły się przygotowania do wigilii. W
pensjonacie było około 50 osób z różnych stron Polski. Każdy z
gości zaoferował pomoc, więc w czasie wieczerzy wigilijnej miały
być potrawy z każdego regionu. Zabraliśmy się do pracy. Wszyscy
mieli co robić. Nam przypadło najprostsze zadanie. Barszcz z
uszkami. To znaczy myślałam, że to będzie proste. Przez trzy i
pół godziny wraz z dwoma córkami lepiłyśmy uszka. Trzy i pół
godziny. Nie jestem jakąś wybitną kucharką, ale wszystkim bardzo
smakowały. Jak już pisałam Boże Narodzenie to święta rodzinne.
Słowo "rodzinne" może mieć różne znaczenie. W tym
przypadku było to około 70 osób. Goście i obsługa. Tak, nie
przesłyszeliście się. Do wieczerzy wigilijnej zasiedli wspólnie
szefowie, goście i pracownicy. Wszyscy równi i bez podziału na
stanowiska. Jedna wielka, szczęśliwa rodzina. Po wieczerzy zaczęły
się przygotowania do pasterki. Zapomniałam wspomnieć o bardzo
ważnej rzeczy, choince. Na ogromnej sali balowej stało drzewko,
które miało ponad trzy metry wysokości. W pensjonacie organizowane
są też wesela, komunie i wszelkie możliwe imprezy więc sala jest
bardzo potrzebna a w święta jest to idealne miejsce. Obsługa
pomyślała też o gościach. W każdym pokoju była mała choinka.
Zaraz po naszym przyjeździe dostarczona została owa choinka trzeba
ją było przystroić. Wszystkie bombki, lampki i łańcuchy czekały
na sali. Postanowiliśmy, że zajmiemy się tym na drugi dzień.
Trzeba było coś wymyślić aby dzieci nam w tym nie przeszkadzały.
Gry planszowe "5 sekund junior" i "Chińczyk –
kraina lodu" miały załatwić sprawę. Niestety policzyliśmy
tylko nasze zapominając o gościach. W sumie było 15 młodych
ludzi, których nic nie mogło oderwać od ubierania choinki. Nie
było wyjścia. Wieczorem pierwszego dnia świąt Sławek powiedział,
że rano musi wyjechać w bardzo ważnej sprawie, ale wróci jak
najszybciej jak się da. Ciekawe co wymyślił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz