Ponieważ żyję już
na świecie ładnych parę lat dziś pozwolę sobie na trochę
wspomnień, a właściwie na porównanie sytuacji sprzed 15-20 lat z
dzisiejszą. Świetnym przykładem do takich prób będzie zima.
Dawne zimy od dzisiejszych trochę się różnią choćby ze względu
na pogodę, ale to chyba będzie jeszcze ciekawsze. Zobaczymy.
Kto najbardziej
cieszył się z dawnych zim? Jasne że tak. Dzieci. Temperatura -30,
metr śniegu a one w rękawiczkach i czapkach, buzie czerwone od
mrozu, lepiły bałwany, rzucały się śnieżkami. Ale nic nie mogło
zastąpić jazdy na sankach. I chodzi mi nie tylko o małe dzieci,
ale także o młodzież. 14-15 lat to już młodzież, prawda? W
naszej miejscowości są a właściwie były cztery miejsca do
zjeżdżania na sankach i jedno straszniejsze od drugiego. Pierwsze z
nich było przeznaczone dla małych dzieci. Około dziesięć metrów
długości, ale i tak trzeba było mieć trochę szczęścia, żeby
udało się zjechać. Tyle było dzieci. Pozostałe, nazwijmy to
„góry” miały swoje nazwy. Była góra śpiochów bez żadnych
szczególnych atrakcji. Siadało się na sanki i jechało w dół.
Teraz w tym miejscu jest parking. Dalej była góra strachu. Średnie
nachylenie, nie za długa, ale za to w połowie był zakręt 90
stopni. Trzeba było mieć trochę umiejętności żeby w ten zakręt
się zmieścić. Niektórym się nie udawało i lądowali w krzakach.
Właśnie ten zakręt był postrachem. Ostatnia to „góra śmierci”
50-60 metrów długości. Tu były dwie atrakcje. Na początku
skocznia. Specjalnie usypana dla większych wrażeń. Dalej było
tylko lepiej. Mniej więcej w połowie trasy po obu stronach z ziemi
wystawały dwie wielkie skały. Wielu śmiałków po zderzeniu z nimi
lądowało z ręką albo nogą w gipsie. Po wyleczeniu kontuzji znowu
próbowali. Młodym to nie przeszkadzało. Teraz jest dokładnie
odwrotnie. Bardzo rzadko na ulicy można spotkać jakieś dzieci na
sankach. O bałwanach też można zapomnieć. Jak komuś zaoferować
jakieś zabawki zimowe typu jabłuszko albo dętka do zjeżdżania to
pierwszą reakcją jest śmiech. Nie radość. Jak zaproponuje się
zorganizowane np. przez szkołę gry towarzyskie dla dzieci albo
młodzieży wszyscy patrzą na człowieka z wyrazem twarzy typu:
daruj sobie takie bzdury. Nam się nie chce. Lepiej postać pod
blokiem albo połazić bez celu po ulicach. Taka jest dzisiejsza
młodzież. Mam nadzieję, że wrócą jeszcze czasy kiedy dzieciom
będzie się chciało np. ulepić bałwana i przyniesie im to wiele
radości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz