poniedziałek, 16 marca 2015

Ach te wspomnienia.

Ponieważ żyję już na świecie ładnych parę lat dziś pozwolę sobie na trochę wspomnień, a właściwie na porównanie sytuacji sprzed 15-20 lat z dzisiejszą. Świetnym przykładem do takich prób będzie zima. Dawne zimy od dzisiejszych trochę się różnią choćby ze względu na pogodę, ale to chyba będzie jeszcze ciekawsze. Zobaczymy.
Kto najbardziej cieszył się z dawnych zim? Jasne że tak. Dzieci. Temperatura -30, metr śniegu a one w rękawiczkach i czapkach, buzie czerwone od mrozu, lepiły bałwany, rzucały się śnieżkami. Ale nic nie mogło zastąpić jazdy na sankach. I chodzi mi nie tylko o małe dzieci, ale także o młodzież. 14-15 lat to już młodzież, prawda? W naszej miejscowości są a właściwie były cztery miejsca do zjeżdżania na sankach i jedno straszniejsze od drugiego. Pierwsze z nich było przeznaczone dla małych dzieci. Około dziesięć metrów długości, ale i tak trzeba było mieć trochę szczęścia, żeby udało się zjechać. Tyle było dzieci. Pozostałe, nazwijmy to „góry” miały swoje nazwy. Była góra śpiochów bez żadnych szczególnych atrakcji. Siadało się na sanki i jechało w dół. Teraz w tym miejscu jest parking. Dalej była góra strachu. Średnie nachylenie, nie za długa, ale za to w połowie był zakręt 90 stopni. Trzeba było mieć trochę umiejętności żeby w ten zakręt się zmieścić. Niektórym się nie udawało i lądowali w krzakach. Właśnie ten zakręt był postrachem. Ostatnia to „góra śmierci” 50-60 metrów długości. Tu były dwie atrakcje. Na początku skocznia. Specjalnie usypana dla większych wrażeń. Dalej było tylko lepiej. Mniej więcej w połowie trasy po obu stronach z ziemi wystawały dwie wielkie skały. Wielu śmiałków po zderzeniu z nimi lądowało z ręką albo nogą w gipsie. Po wyleczeniu kontuzji znowu próbowali. Młodym to nie przeszkadzało. Teraz jest dokładnie odwrotnie. Bardzo rzadko na ulicy można spotkać jakieś dzieci na sankach. O bałwanach też można zapomnieć. Jak komuś zaoferować jakieś zabawki zimowe typu jabłuszko albo dętka do zjeżdżania to pierwszą reakcją jest śmiech. Nie radość. Jak zaproponuje się zorganizowane np. przez szkołę gry towarzyskie dla dzieci albo młodzieży wszyscy patrzą na człowieka z wyrazem twarzy typu: daruj sobie takie bzdury. Nam się nie chce. Lepiej postać pod blokiem albo połazić bez celu po ulicach. Taka jest dzisiejsza młodzież. Mam nadzieję, że wrócą jeszcze czasy kiedy dzieciom będzie się chciało np. ulepić bałwana i przyniesie im to wiele radości.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz