poniedziałek, 23 marca 2015
Świąteczne porządki
Mój rodzinny dom znajduje się w pięknych i malowniczych okolicach Zakopanego. Niestety dziadkowie nie zbudowali go własnymi rękami tylko kupili kilka lat po wojnie od dzieci pierwszych właścicieli. Po zapytaniu o powód sprzedaży tak pięknego domu odpowiedzieli, że za bardzo przypomina im o rodzicach i o tym co się z nimi stało. Zaczęli opowiadać jak to wspaniale im się mieszkało w tym domu. Rodzice i dwójka dzieci. było jeszcze trzecie najstarsze, ale zmarło 5 lat po urodzeniu. Młodzi wtedy rodzice bardzo cieszyli się z narodzin ich pierwszego dziecka, od pewnego czasu zbierali ubranka, zabawki i wszystko co jest potrzebne dla małego dziecka. Gdy córeczka zmarła był to dla nich wielki cios. Wybuchła wojna, zaraz po rozpoczęciu rodzice i połowa wioski zniknęli. Dopiero po wojnie okazało się, że zostali przewiezieni do obozu pracy, gdzie kilka lat później zmarli. Zawsze gdy o tym myślą sprawia im to ogromny ból. Dlatego sprzedają dom. I tak nasza rodzina mieszka w nim do dziś. Tyle o domu. W tym roku cała rodzina miała się spotkać w święta. Mieliśmy zaległy urlop i przyjechaliśmy dużo wcześniej. Mama zarządziła generalne sprzątanie całego domu od piwnicy aż po dach. Zaoferowaliśmy pomoc, która została przyjęta i tak każdy dostał "swój kawałek domu" do sprzątania. Mnie przypadł strych. Pozbierałam wszystkie potrzebne sprzęty do sprzątania i wzięłam się do roboty. Było jej bardzo dużo bo strych nie należał do małych, a i sprzątany nie był od dawna. Ale sama się zgłosiłam. Pod stertą zakurzonych szmat znalazłam ogromny kufer zamknięty na kłódkę. Była stara i zardzewiała. Nie miałam kłopotu z rozwaleniem jej. I tak nikt nie miał klucza. To co znalazłam w środku zaskoczyło mnie. Były tam zabawki i ubranka zbierane dla zmarłej córeczki przez pierwszych właścicieli. Nie były to zwykłe przedmioty, każdy był robiony ręcznie i podpisany od kogo dana zabawka jest i z jakiej okazji. W osobnym pudle były figurki i podarte fotografie, ale w dziwny sposób. Z początku nie zauważyłam, że wyglądały jak układanka, takie dzisiejsze puzzle. Jak widać nawet z podartych zdjęć można jeszcze coś zrobić. Skończyłam sprzątać, a całe znalezisko przekazałam wnukom byłych właścicieli, których znalazłam w internecie. Zabrali wszystko, podziękowali, co zrobili później - nie wiem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz