Bywają takie dni, że nic nie chce się robić. Na pewno też czasem
tak macie i wiecie jak to jest. Jednak są sytuacje, które
rozjaśniają nawet te najgorsze. Dla mnie takimi wydarzeniami są
spotkania z moimi wnuczkami. Oczywiście całą piątkę traktuję
jednakowo, ale przy najmłodszej jest zawsze najwięcej zabawy,
śmiechu a czasem i kłopotów. Tak, kłopotów. We wtorek wybrałam
się na zakupy do jednego z dużych sklepów. Nigdy nie zgadniecie
kogo tam spotkałam. Między półkami biegała mała dziewczynka. Na
początku nie poznałam jej, ale gdy tylko się do mnie odwróciła
wiedziałam, że to Julia, moja najmłodsza wnuczka. Zdziwił mnie
fakt, że biega tu sama, ale po chwili zobaczyłam jej mamę jak
biegła za nią trochę już zdenerwowana. Z doświadczenia wiem, że
małe dzieci tak mają, że im bardziej się je goni tym bardziej one
uciekają mając przy tym niezłą zabawę. Dorośli czasem o tym
zapominają. Zaczęłyśmy rozmawiać i wtedy zauważyłam, że Julii
znowu nie ma. Tym razem szukałyśmy jej we dwie. Po godzinie
chodzenia między półkami córka chciała udać się do ochrony,
aby pomogła szukać. Udało mi się przekonać ją, że jeszcze
trochę jej poszukamy i wtedy razem pójdziemy do ochrony. Po
następnej godzinie chodzenia w kółko córka przypomniała sobie,
że już kiedyś była podobna sytuacja. Wstyd się przyznać, ale
wtedy „zniknęła” cała piątka. I wtedy nas olśniło.
Chodziłyśmy po całym sklepie a nie byłyśmy w najbardziej
oczywistym miejscu. Zgadza się. Dział z zabawkami. Często z całą
rodziną odwiedzamy ten sklep i zawsze pierwsze kroki kierujemy
właśnie do tej części. Jak się nie trudno domyślić tam właśnie
ją znalazłyśmy. Był tylko jeden kłopot. Nasza mała Julia
siedziała na podłodze a dookoła niej były pootwierane pudełka z
puzzlami. Jakimś dziwnym trafem była to seria o księżniczce Zosi.
„ Wesoły dzień Zosi” i „Jej wysokość Zosia „ to tylko dwa
zestawy. Trzeba było zapłacić za wszystkie zniszczone przez Julię
zabawki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz