piątek, 20 listopada 2015

Mały kłopot z wnuczką

 Bywają takie dni, że nic nie chce się robić. Na pewno też czasem tak macie i wiecie jak to jest. Jednak są sytuacje, które rozjaśniają nawet te najgorsze. Dla mnie takimi wydarzeniami są spotkania z moimi wnuczkami. Oczywiście całą piątkę traktuję jednakowo, ale przy najmłodszej jest zawsze najwięcej zabawy, śmiechu a czasem i kłopotów. Tak, kłopotów. We wtorek wybrałam się na zakupy do jednego z dużych sklepów. Nigdy nie zgadniecie kogo tam spotkałam. Między półkami biegała mała dziewczynka. Na początku nie poznałam jej, ale gdy tylko się do mnie odwróciła wiedziałam, że to Julia, moja najmłodsza wnuczka. Zdziwił mnie fakt, że biega tu sama, ale po chwili zobaczyłam jej mamę jak biegła za nią trochę już zdenerwowana. Z doświadczenia wiem, że małe dzieci tak mają, że im bardziej się je goni tym bardziej one uciekają mając przy tym niezłą zabawę. Dorośli czasem o tym zapominają. Zaczęłyśmy rozmawiać i wtedy zauważyłam, że Julii znowu nie ma. Tym razem szukałyśmy jej we dwie. Po godzinie chodzenia między półkami córka chciała udać się do ochrony, aby pomogła szukać. Udało mi się przekonać ją, że jeszcze trochę jej poszukamy i wtedy razem pójdziemy do ochrony. Po następnej godzinie chodzenia w kółko córka przypomniała sobie, że już kiedyś była podobna sytuacja. Wstyd się przyznać, ale wtedy „zniknęła” cała piątka. I wtedy nas olśniło. Chodziłyśmy po całym sklepie a nie byłyśmy w najbardziej oczywistym miejscu. Zgadza się. Dział z zabawkami. Często z całą rodziną odwiedzamy ten sklep i zawsze pierwsze kroki kierujemy właśnie do tej części. Jak się nie trudno domyślić tam właśnie ją znalazłyśmy. Był tylko jeden kłopot. Nasza mała Julia siedziała na podłodze a dookoła niej były pootwierane pudełka z puzzlami. Jakimś dziwnym trafem była to seria o księżniczce Zosi. „ Wesoły dzień Zosi” i „Jej wysokość Zosia „ to tylko dwa zestawy. Trzeba było zapłacić za wszystkie zniszczone przez Julię zabawki.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz