Możecie się ze mną zgodzić albo nie ale w prawie każdej rodzinie
jest taka osoba o której się nie mówi, której nie przedstawia się
znajomym. W naszej rodzinie jest nią jeden z naszych synów Sławek.
Już kiedyś o nim pisałam. Jego przeszłość zadecydowała o tym,
że rodzina niechętnie o nim wspominała. Ale jak pamiętacie zerwał
z dawnym życiem więc uznaliśmy, że teraz można przedstawić go
dzieciom oczywiście pomijając niektóre fakty z jego życia. Wielu
z Was pamięta też przyjęcie zorganizowane przez Sławka dla małej
Natalii, o którym nikomu nie powiedział a za co dostał od nas
wszystkich nazwijmy to delikatnie niezły ochrzan. Niestety nie do
końca słuszny. Jak się później okazało powiedział o całym
planie ojcu a ten miał przekazać to nam o czym, jak to miał w
zwyczaju zapomniał. My zamiast wysłuchać co ma do powiedzenia od
razu zaczęłyśmy na niego wrzeszczeć. Ja i moje dwie synowe.
Jedynymi osobami, które stanęły w obronie Sławka były dzieci.
Już nie raz były świadkami naszych kłótni i zawsze stawały po
jego stronie. Raz nawet powiedziały, że jak będziemy stale
krzyczeć na wujka to przestaną nas lubić. Wstyd się przyznać ale
większość kobiet w naszej rodzinie to straszne panikary. Z byle
powodu od razu zakładamy najgorszy scenariusz. Najgorszą wpadkę z
tego powodu zaliczyłyśmy gdy Sławek przyszedł do nas po raz
pierwszy i jako prezenty powitalne przyniósł dzieciom zegarki –
zabawki „ VTech - Kidizoom Smart Watch” i zestawy „Craft Castle
- Królewski Zamek Anny i Elsy” Znając jego przeszłość od
razu założyłyśmy, że muszą to być bardzo drogie rzeczy i na
pewno są kradzione. Zrobiłyśmy mu straszną awanturę. On nic nie
powiedział tylko zostawił na stole paragon z te wszystkie rzeczy i
wyszedł. Cena na paragonie była prawie dziesięciokrotnie niższa
niż założyłyśmy. Dzieci później pytały dlaczego wujek już
poszedł. Było nam trochę wstyd i na drugi dzień zaprosiłam go do
nas. Na szczęście nie obraził się. Jestem przyzwyczajony. Tak
powiedział.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz