Witajcie po dłuższej przerwie. O urodzinach pisałam już kilka
razy ale że każde przyjęcie potrafi czymś zaskoczyć
postanowiłam opowiedzieć Wam o moich urodzinach. Jak wiadomo kobiet
o wiek się nie pyta więc napiszę tak: kilka tygodni temu
skończyłam ileś tam lat. Ponieważ jak co roku z tej okazji cała
rodzina spotykała się u nas zaplanowałam małe przyjęcie. Ciasto,
filiżanka kawy słowem nic specjalnego a dla dzieci gry planszowe „
5 sekund” i „ 5 sekund Junior” żeby miały zajęcie i nie
przeszkadzały. W tym roku na dwa dni przed urodzinami przyjechał do
nas mój syn i oznajmił, że jestem pilnie potrzebna w domu naszych
rodziców w jakiejś bardzo ważnej sprawie, ale tak się fatalnie
złożyło, że dokładnie w dniu urodzin. Na początku miałam
dzwonić do wszystkich znajomych z przeprosinami i zaproszeniem na
inny dzień ale syn powiedział, że to nie potrwa długo i na pewno
zdążę wrócić na czas. Ponieważ miałam obiecane, że spotkanie
z przyjaciółmi jednak się odbędzie zabrałam się za pieczenie
ciast. Jak zawsze przed podaniem na stół trzeba było sprawdzić
czy nadają się do jedzenia więc jak zwykle pierwszy kawałek
przypadał mnie. Nie jestem jakimś cukiernikiem ale wyszły
znakomicie. Już wiele osób chciało abym podzieliła się
przepisami, ale jest to „tajemnica rodzinna przekazywana z matki na
córkę” i nikt nie ma prawa ich poznać. Cały czas zastanawiałam
się co może być tak ważnego i to w takim dniu. Podczas jazdy
próbowałam się dowiedzieć co to za ważna sprawa ale Marek
powiedział, że on nic nie wie i ma mnie tylko przywieść. Po
przyjeździe do domu rodziców zauważyłam, że okna są zasłonięte.
Po wejściu do środka nagle zapaliły się światła a w pokoju
czekali wszyscy znajomi i cała rodzina. Gdy nas zobaczyli wszyscy
zaczęli krzyczeć „NIESPODZIANKA” Prawie dostałam ataku serca.
Cała rodzina postanowiła zorganizować dla mnie takie przyjęcie.
Na ogół nie lubię niespodzianek, ale ta jakoś wyjątkowo mi się
spodobała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz